O hodowli
„DAMA W MASCE” to mała, domowa hodowla kotów rasowych Ragdoll.
Do wszelkich prac hodowlanych staramy się podchodzić z sercem i profesjonalnie, dlatego wciąż poszerzamy naszą wiedzę poprzez literaturę, szkolenia, a także wymianę cennych informacji z hodowcami z całego świata.
W prowadzenie hodowli zaangażowana jest cała rodzinka, w tym nasze dzieci. Wszystkie nasze koty mieszkają z nami w domu, mamy więc ich tylko tyle, ilu jesteśmy w stanie poświęcić odpowiednią ilość czasu, opieki i uwagi. Daje nam to wiele radości i satysfakcji. Dzięki temu możemy dobrze poznać naszych podopiecznych, ich upodobania i zwyczaje.
Naszym celem jest hodowla zdrowych, pięknych w typie i dużych kotów. Szczególnie lubimy umaszczenie bicolour i mitted. Staramy się rozważnie dobierać koty hodowlane, żeby nie wymieniać ich zbyt często, dokupując nowe, ponieważ zbyt wiele emocji kosztuje nas rozstanie z każdym. Wiadomo jednak, że prowadzenie hodowli ma swoje prawa, a zdrowie kotek, które obdarzają nas cudownymi szkrabami zawsze musi być dobrem nadrzędnym.
Oczywiste więc jest, że wszystkie nasze koty są badane pod kątem HCM, PKD oraz FeLV i FIV i mają wyniki ujemne.
Narodziny kociąt to dla nas zawsze niezwykłe i wzruszajace wydarzenie. Dokładamy wszelkich starań, żeby kocięta mogły rozwijać się w przyjaznej atmosferze i w stałym kontakcie najpierw z nami, a po kilku pierwszych tygodniach życia także z dziećmi.
Nasze kotki raz w roku mają kocięta, które oddajemy tylko w dobre ręce, osobom, które naprawdę kochają i szanują zwierzęta.
Sprzedajemy też kocięta hodowlane i hodowlano – wystawowe, ale w tym przypadku szczególnie staramy się jak to tylko możliwe dobrze poznać przyszłych właścicieli, ich plany hodowlane i poglądy.
Zapraszamy do kontaktu. Chętnie odpowiemy na pytania.
Początki hodowli
W naszych rodzinnych domach zawsze były zwierzęta: psy, koty, chomiki, świnki morskie, papugi i rybki. Kiedy byłam nastolatką mój tata nazywał mnie kocią mamą. W naszym ogrodzie pojawiło się wtedy kilka dzikich kotów. Szybko się okazało, że dwa z nich to ciężarne kotki. Kiedy nadchodził czas porodu postanowiłam, że muszę im „pomóc”. Przygarnęłam je do domu, po wcześniejszych próbach oswojenia z nami. Nie miałam wtedy żadnej wiedzy na ten temat, ale z ogromną radością powitałam na świecie dwa śliczne i zdrowe mioty. Tuż potem zaczęłam dostrzegać potrzebę kastracji i sterylizacji kotów, chociaż wtedy nie było to tak popularyzowane jak obecnie.
Już jako młode małżenstwo zakochalismy się w bernardynach i tak stalismy się opiekunami uroczej suczki o imieniu Berta.
Niedługo po narodzinach naszego synka w 2005 roku postanowiliśmy kupić pierwszego kotka z rodowodem. Chcieliśmy aby był to kotek o łagodnym usposobieniu, tolerancyjny wobec przypływów czułości naszego wówczas trzyletniego Adasia. Po wnikliwym przeanalizowaniu cech wszystkich ras, zaczęliśmy marzyć o ragdollu. Jednak wiosną na wystawie PZF w Warszawie zobaczyliśmy małą Eloisę rasy syberyjskiej – Neva Masquerade i jakoś trudno nam było odejśc od niej dalej niż na odległość wzroku. I tak Eloisa wróciła razem z nami do domu, zmieniając nasze życie.
O naszych marzeniach związanych z Ragdollem, jednak nie zapomnieliśmy. Wręcz przeciwnie postanowiliśmy dostarczyć Eloisie towarzyszkę zabaw. Ale po kolei…
Hodowla Ragdoll
Od początku roku 2006 rozpoczęliśmy poszukiwania Ragdolla. Najbardziej podobało nam się wówczas umaszczenie seal mitted. W końcu odpowiedniego kociaka znaleźliśmy w Austrii. Carolyne ma bardzo ciekawy rodowód, jej przodkowie pochodzą ze znanych amerykańskich hodowli min. Dollhouse.
Nasz pierwszy kocurek Teddy pochodził z niemieckiej hodowli Paradiesquell. Jego kociaki są urocze i dziedziczą jego silną i mocną budowę. W 2009 roku zostawiliśmy sobie cudowną koteczkę ze skojarzenia Teddego i Carolyne. Dora w wieku 6 miesięcy ważyła ponad 4kg.
Po kolejną kotkę – Ulianę popłynęłam 18 godzinnym rejsem do Szwecji, do hodowli Ma Rags. Tam poznałam wspaniałą Marię Kres, której bardzo dużo zawdzięczam. Uliana dała nam cudowne kocięta, a z jej pierwszego miotu zatrzymaliśmy w hodowli Elen.
Rozpoczęliśmy poszukiwania odpowiedniego kawalera dla naszych uroczych koteczek, co nie było łatwe, bo nasze wymagania były bardzo wysokie.
Mieliśmy dużo szczęścia i z sąsiednich Czech z hodowli Eulalie przyjechał do nas Charlie, kocurek o wspaniałym usposobieniu i temperamencie. Bardzo się cieszymy z dobrego kontaktu z Evą Beckertową hodowcą Charliego.
Uliana i Charlie to prawdziwe brylanty, które pomogły nam w pięknym i dynamicznym rozwoju hodowli. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że możemy pracować z tymi liniami. Oczekiwane potomstwo Charliego i Uliany, a także Charliego i córek Uliany – Grace i Elen sprawiło nam wiele radości i satysfakcji. I tak hodowlana rodzinka powiekszyla się o Kim, Juliettę i Moa. To właśnie z myślą o nich zaczeliśmy szukać kolejnego kocurka. Nawiązaliśmy kontakt z Bri Defoe z Florydy, chociaż nieco obawialiśmy się, jak zorganizować tak długi lot, żeby nie wpynął niekorzystnie na zdrowie i psychikę kociaka. Znaleźliśmy jednak właściwe rozwiązanie. Bri zaproponowała usługi pet-kuriera, przemiłej i bardzo kompetentnej pani, która przywiozła Archiego do Polski całego, zdrowego i w świetnym humorze. W tym roku wyczekujemy pierwszych kociąt amerykańskiego przystojniaka. Już wkrótce!.